Metoda Vojty - postrach lub pomocnik?


Metoda Vojty lub „Vojtovka” jest dobrze znaną, stosowaną i sprawdzoną metodą  rehabilitacji w Czechach. Jest to ćwiczenie odruchowe, stosowane najczęściej u niemowląt. Ma swoich zwolenników i przeciwników. Odpowiedzmy wspólnie na najbardziej nurtujące pytania, które pojawiają się wokół niej i spróbujmy zajrzeć pod maskę tej techniki.


Co to jest? Jak to właściwie działa?


Pozwolę sobie cofnąć się w czasie - do początków tej metody. Profesor Vojta zauważył wówczas (właściwie przez zupełny przypadek), że gdy ramiona jednego z dzieci z niepełnosprawnością neurologiczną zostały popchnięte, jego kolana ugięły się i upadł. A ponieważ był bardzo rozważnym człowiekiem, zaczął dogłębnie badać te połączenia i wzorce ruchowe. Przetestował empirycznie, jak ścieżki neuronalne dzieci z zaburzeniami neurologicznymi reagowały, gdy podnosił ich głowę, zginał nogi, ściskał punkt nacisku. Odkrył więc, że istnieją punkty na ciele, które, gdy ciało jest ustawione w określonej pozycji, za każdym razem wywołują te same ruchy. I na tych obserwacjach opiera się metoda Vojty.
W dużym uproszczeniu możemy powiedzieć, że możemy sprowokować dokładny ruch z opisanych pozycji poprzez stymulację stref odruchowych - w skrócie, możemy przekonać ciało do wykonania ruchu, którego potrzebujemy, nawet jeśli mózg nie może wykonać tego ruchu (lub programu motorycznego) lub go nie używa. Kiedy metoda Vojty jest wskazana? Czy wszystkie niemowlęta powinny być nią leczone? Metoda Vojty jest stosowana przede wszystkim u niemowląt, u których zdiagnozowano pewien stopień zaburzeń klinicznych określanych jako Centralne Zaburzenia Koordynacji (CCD). Diagnoza opiera się na kompleksowym badaniu neurologicznym przeprowadzonym przez neurologa lub fizjoterapeutę. Metoda Vojty jest wskazana w przypadku CCD stopnia 3 i 4. U mojego dziecka nie zdiagnozowano CCD, a mimo to stosujemy „Metodę Vojty”. Czy to źle? Dzieci z CCD nie są jedyną grupą dzieci, u których stosuje się metodę Vojta. Znacznie częściej niż stosuje się ją u młodszych dzieci. 
Im bardziej niedojrzały jest układ nerwowy, tym skuteczniejsza jest metoda, wcześniejsze leczenie problemu i krótsza potrzeba ćwiczeń, ponieważ ich deficyt motoryczny nie miał czasu się utrwalić i będzie się rozwijał normalnie. Wcześniaki również należą do tej kategorii - są one automatycznie zagrożone nieprawidłowym rozwojem i dlatego mogą być kierowane na „Vojtę" bez żadnej diagnozy. Metoda Vojty jest również stosowana na podstawie diagnozy, gdy dziecko jest „słabe ruchowo”, chciałoby wykonać dany ruch, ale jego ciało z jakiegoś powodu na to nie pozwala. Metoda Vojty może wzbogacić zmienność ruchową o niezbędny wzorzec ruchowy, a tym samym umożliwić dziecku dalszy rozwój.


Zaczęliśmy ćwiczyć Vojtovkę, jak długo będziemy ją ćwiczyć?


Nikt nie może odpowiedzieć na to pytanie - czasami nawet terapeuta. Są dzieci, które ćwiczą przez kilka tygodni, są dzieci, które muszą ćwiczyć miesiącami. Niektóre nigdy nie są całkowicie „poza” terapią. Zasadniczo zależy to od diagnozy dziecka, powodu ćwiczeń i stopnia niepełnosprawności.

Ogólnie rzecz biorąc, łatwiej jest pracować z dzieckiem, które jest malutkie i ma bardzo niedojrzały układ nerwowy, niż z maluchem, który ma już ustalone wzorce ruchowe i ma dużą siłę. Moje dziecko krzyczy napodczas Vojtovki, czy to konieczne? Czy to mu szkodzi? W metodzie Vojty zmuszamy dziecko do wykonania ruchu, którego jego ciało nie jest w stanie samo wytworzyć. Zwykle mówię rodzicom, że też by na mnie krzyczeli, gdybym kazała im teraz wykonywać trzydzieści "padnij-powstań" ruchów. A dziecko nie może nam inaczej powiedzieć, że nie lubi tej „siłowni”. Intensywność ćwiczeń dobierana jest indywidualnie - od delikatnej stymulacji dla dzieci z refluksem i wcześniaków, po „porządny wycisk” dla ośmiomiesięcznego malucha.
Zawsze trzeba ocenić, czy „mniejszym złem” jest to, że moje dziecko krzyczy 4 razy dziennie na terapii, czy to, że przez większość dnia będzie sfrustrowane, bo nie może wykonać ruchu, który chce, ale ciało mu na to nie pozwala. U centralnie zdrowych dzieci (bez niepełnosprawności neurologicznej)
metoda Vojta może bardzo szybko pomóc i sprawić, że nawet krzyczące i niezadowolone dzieci znów będą szczęśliwe.


Czy istnieją inne podejścia niż metoda Vojty? Dlaczego to, a nie coś innego?


Metoda Vojty jest bardzo rozpowszechnioną metodą w swojej ojczyźnie i śmiem twierdzić, że dość często nadużywaną. Zawsze powinna być wskazana po dokładnym badaniu, a praktykujący rodzic powinien otrzymać odpowiednie wsparcie i zawsze musi rozumieć, dlaczego pomagamy dziecku metodą Vojty, jak to robimy i co próbujemy osiągnąć. Jest to niezwykle wymagająca metoda zarówno dla rodzica, jak i dziecka, ale pod pewnymi względami jest naprawdę niezastąpionym cudem. To naprawdę jedyna metoda, która daje nam bezpośredni dostęp do centralnego układu nerwowego dziecka i mówi mózgowi bezpośrednio, jak ciało ma się poruszać. A tego, niestety, nie da się jeszcze zastąpić żadnym innym podejściem.
Jeśli dziecko ma niewielki problem, nie jest konieczne uciekanie się do metody Vojty i możemy również pomóc dziecku za pomocą metod z ACT, koncepcji Bobath lub innych metod. Optymalne jest łączenie metod i dostosowanie terapii do dziecka, wybierając dokładnie to, czego potrzebuje z różnych koncepcji. Zawsze należy upewnić się, że terapeuta posiada odpowiednie przeszkolenie.


Kilka słów na zakończenie:
Nie mogę nie zakończyć osobistym doświadczeniem z metodą Vojty z punktu widzenia rodzica. Mój syn urodził się z asymetrią ułożeniową, a ja sama nagle znalazłam się w roli terapeutki i praktykującej matki. Widziałam, że nie może skutecznie opierać się na jednej ręce i jak bardzo go to denerwuje. Zawsze był trochę „na granicy" i nawet przy odpowiedniej manipulacji po prostu nie rozwinął symetrii i potrzebował pomocy. Aż do okresu samodzielnego wspinania, przeszedł przez cztery intensywne „wejścia Vojty” trwające kilka tygodni, gdzie zawsze tylko pomagałam mu przezwyciężyć blokadę ruchu, a następnie „pozwalałam mu żyć” ponownie. Zawsze w okresie intensywnych ćwiczeń było to wymagające szczególnie organizacyjnie - nagle dzień kręcił się wokół ćwiczeń, dziecka nie można było oddać nikomu do opieki, wizyty tylko u znajomych, którzy zrozumieliby, że pożyczę stół i poćwiczę krzyczące dziecko u nich. Dziecko się przyzwyczaiło, wie, że jak tylko klaszczę, to kończy ćwiczyć i może iść się znów bawić i szybko się uspokaja. 
Widzę, że może osiągnąć swój cel bez frustracji - a to jest warte całego wysiłku i niedogodności.